Wyjazd z bólem ….

Jakieś dwa tygodnie temu poinformowano nas o wyjeździe służbowym. Niby fajnie, bo wyjątkowo w czasie tygodnia pracującego, ale jednak więcej godzin w pracy, bo to jeszcze trzeba doliczyć noclegi poza domem, a o tym to już nikt nie wspomniał. Mąż mój jak zwykle nie był szczęśliwy z tego powodu a właściwie to mało powiedziane, po prostu się wściekł. A przecież to nie moja wina, że firma ma taką fantazję, że organizuje takie szkolenia integracyjne. Mnie po takich humorach w domu to już wszystkiego odechciało się, bo znalazłam się nie ze swojej winy między przysłowiowym młotem a kowadłem. Tak to już jest jak ma się takiego zazdrosnego męża. Może nie tylko zazdrosnego, ale nie będę tu o nim się rozpisywać. Na miałam wyjścia i na szkolenia integracyjne pojechałam i nie zliczę ile telefonów odebrałam podczas tego wyjazdu od męża. Został w domu z dzieckiem, ale nie takim znowu małym, aby aż mi zawracać głowę i jestem pewna, że to wszystko miało jakiś zupełnie inny podtekst. Nie jest to zresztą dla mnie nowość takie zachowanie męża. A ja lubię takie szkolenia integracyjne bo zawsze można dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy na jakiś temat a i z ludzmi z firmy mozna się spotkać na innej płaszczyźnie niż na codzień w biurze. Bo nie było to takie zwyczajne szkolenie, tylko raczej bym to nazwała wyjazd rekreacyjny, ale o tym to już mężowi nie powiem, bo następnym razem to nie puściłby mnie na takie szkolenie